Print Friendly

Z okazji 25-lcia istnienia Państwowej Straży Pożarnej, w ostatnim numerze Przeglądu Pożarniczego (5/2017) ukazał się artykuł opisujący służbę kontrolno-rozpoznawczą PSP na przestrzeni tychże 25 lat. Tekst, w mojej opinii, jest bardzo dobry, a jako, że jest publicznie udostępniony na stronie PP – pozwalam sobie go pożyczyć. Enjoy!

Zadania w zakresie nadzoru nad przestrzeganiem przepisów przeciwpożarowych oraz rozpoznawania zagrożeń spoczywają na Państwowej Straży Pożarnej – tak stanowi ustawa o PSP z 1991 r. Jej inicjatorzy chcieli inaczej.

W latach 50-60. XX w. brzmienie przepisów chroniących ludzi przed pożarami ustawiano w następującej kolejności: najpierw zapobieganie, potem gaszenie. W ustawie o ochronie przeciwpożarowej z 1975 r. hierarchię walki z pożarami skonstruowano wbrew elementarnej logice, omijając istotę ochrony przeciwpożarowej – jako zasadniczą działalność zawodowych straży wymieniono gaszenie, natomiast zapobieganie stało się czynnością uzupełniającą. Przepisy w takiej postaci obowiązywały przez ponad 15 lat.

U progu PSP

Na kanwie takiego prawa twórcy PSP i KSRG służbę kontrolno-rozpoznawczą wyobrażali sobie jako działającą wyłącznie na rzecz rozpoznania możliwości prowadzenia działań ratowniczo-gaśniczych. Rozumiano przez to zewnętrzne względem płonącego budynku parametry, mieszczące się w następującej czasoprzestrzeni: od zaalarmowania o zdarzeniu do rozstawienia sprzętu przy pożarze i odnalezienia w pobliżu zaopatrzenia w wodę do jego gaszenia. Niestety, nie rozważano przy tym parametrów wnętrza budynku, istotnych nie tylko ze względu na możliwość rozwoju pożaru, lecz kluczowych dla bezpieczeństwa ludzi, w tym ekip ratowniczych, takich jak konfiguracja wewnętrznych dróg ewakuacyjnych, palność materiałów, istnienie i sprawność stałych urządzeń gaśniczych, podział na strefy pożarowe – tym miał się zająć ktoś inny niż strażacy PSP.

Z powyższych powodów szeroki zakres zadań zapobiegania pożarom przypisany do PSP nosił znamiona tymczasowości, a naczelne organy ochrony przeciwpożarowej myślały nie o tym, jak je wykonywać, tylko jak ich się pozbyć. Dowodem jest pierwotna treść ustaw o ochronie przeciwpożarowej i o PSP oraz podjęte w połowie lat 90. dwie poważne próby przeniesienia owych zadań do organów samorządowych. Okazało się jednak, że systemu nadzoru nad ochroną przeciwpożarową, związanego od pół wieku z zawodem strażaka, nie dało się zredukować w sensie zadań; niestety jego znaczenie w nowych strukturach – tak. Przy okazji w nowej ustawie o ochronie przeciwpożarowej zlikwidowano ustawową odpowiedzialność karną za rażące zaniedbania w zakresie ochrony przeciwpożarowej, choć inne inspekcje tego błędu nie popełniły. Wkrótce organy ścigania zaczęły kwitować strażackie doniesienia o nawet bardzo poważnych zaniedbaniach, grożących śmiercią setek ludzi w razie pożaru, sformułowaniem: „niska szkodliwość społeczna czynu”, z konsekwencją umorzenia postępowania.

Na szczęście dla społeczeństwa przywrócono komendantom rejonowym straży pożarnych (bo od 1975 r. na kontrole chodzili strażacy, ale decyzje przez nich przygotowane podpisywali cywile z urzędów rejonowych, mający inne priorytety) istotną władzę w zakresie ochrony przeciwpożarowej, czyli możliwość wydawania decyzji administracyjnych. Żeby jednak nie było zbyt wygodnie, wycięto istniejący w ustawie o ochronie przeciwpożarowej z 1975 r. przepis o prowadzeniu postępowania egzekucyjnego, choć to ono (oraz doniesienia do organów ścigania) było zasadniczą bronią strażaków w tamtych czasach, nie zaś decyzje administracyjne.

Stan liczebny pionu

Uposażenie w etaty służby kontrolno-rozpoznawczej było fatalne już na starcie, gdyż docelowo kadra ta miała wykonywać bardzo ograniczone zadania na rzecz działań operacyjnych. Najważniejszym wskaźnikiem jest tu liczba strażaków pełniących służbę w komendach rejonowych straży pożarnych i PSP, a następnie w komendach powiatowych (miejskich) PSP, który obrazuje tabela 1.

Tabela 1. Liczba strażaków pełniących służbę w komendach rejonowych straży pożarnych i PSP, a następnie w komendach powiatowych (miejskich) PSP

Dane o zatrudnieniu w PSP nie oddają pełni prawdy. W istocie liczba osób wykonujących zawodowo specjalistyczny nadzór nad ochroną przeciwpożarową spadła na początku lat 90. o około 50%, ze względu na likwidację tzw. resortowych służb w poszczególnych działach administracji oraz gałęziach gospodarki narodowej. Próżnia po resortach oznaczała rozciągnięcie bezpośrednich działań kontrolnych nowej służby kontrolno-rozpoznawczej PSP m.in. na obiekty przemysłowe. Niestety, resortowe zadania przejęto bez kilkuset etatów, w ramach których je wcześniej wykonywano, a nie były to zagadnienia błahe czy nieliczne.

Przykładowe działania kontrolne resortów na tle innych służb pokazują dane z 1982 r. (tabela 2). Dane ilościowe muszą budzić zdumienie, ale pod względem proporcji ukazują interesującą prawidłowość. O ile strażacy resortowi zajmowali się głównie przemysłem, o tyle terenowi, wspomagani przez ochotników (pod szyldem urzędów miejskich i gminnych) – głównie drobnym rolnictwem (sterta, bezpieczniki, przewód od „siły”, bosak, tłumica – kończone mandatem).

Tabela 2. Porównanie liczby działań organów kontroli sprzed powołania Państwowej Straży Pożarnej (dane z 1982 r.)

Jeśli uwzględnić proporcje statystyczne, już na starcie skok ilościowy zadań pionu kontrolno-rozpoznawczego PSP był ogromny, gdyż oznaczał zwiększenie nadzoru nad przemysłem czy handlem i usługami o 300% – o liczbę wykonywaną przedtem przez służby resortowe. Następnie co 5 lat przydarzało się coś, co ustabilizowaną sytuację czyniło ponownie trudną.

W 1999 r. strukturami PSP wstrząsnęła reforma administracyjna, co oznaczało osłabienie szczebla wojewódzkiego pionu kontrolno-rozpoznawczego – z 49 wydziałów pozostało 16, z istotną utratą etatów oraz z dołożeniem obowiązków w postaci nadzoru nad powiększoną liczbą rejonów (powiatów). Część etatów przeszła o szczebel niżej, ale nie na długo, bo w połowie pierwszej dekady XXI w. pion kontrolno-rozpoznawczy poniósł bezpośrednie i pośrednie skutki przyjęcia nadgodzin w systemie zmianowym PSP – utracono wówczas około 100 etatów na poziomie powiatów. Stan zatrudnienia osiągnął wtedy krytyczne minimum, ale to nie wszystko. Większość prewentystów, zwłaszcza na stanowiskach jednoosobowych, zyskała nowe zadania: z dziedziny BHP, kwatermistrzostwa, działalności operacyjnej, organizacji i szkolenia, nadzoru nad OSP, obowiązki rzeczników prasowych, przy czym rekordziści mieli ich po cztery (nie licząc służb). Dane z połowy 2009 r. pokazują, że w 133 komendach prewentyści pracowali de facto na pół etatu, w 77 na 1/3, w 39 na ¼, a w 10 na 1/5 i tylko w 76 komendach wykonywali swoje obowiązki z zakresu nadzoru nad przestrzeganiem przepisów na pełny etat.

Jednocześnie służba zmianowa stała się wyjątkowo atrakcyjna, więc do służby codziennej chętnych po prostu brakowało – w szczególności do przeciążonej i obarczonej odpowiedzialnością prewencji. A najbardziej przydatni są tam oficerowie będący inżynierami pożarnictwa. Z opisanych powodów w jednej z komend wojewódzkich PSP ani jedna osoba zatrudniona w wydziale kontrolno-rozpoznawczym nie była absolwentem dziennych studiów oficerskich, choć w trzykrotnie liczniejszym wydziale operacyjnym (licząc bez strażaków zmianowych) zatrudniono samych inżynierów pożarnictwa. W kilku komendach wojewódzkich wydziały kontrolno-rozpoznawcze wyglądały na pięcioosobowe, ale przypisywano do nich kapelanów bądź łatano luki stażystami z urzędów pracy. W niektórych nie robiono nic, zostawiając trzyosobowe wydziały. W chwili etatowej zapaści w prewencji zatrudnienie w pionie operacyjnym wzrosło o ok. 3000 etatów i oscyluje dziś wokół 26 750 osób.

Liczba funkcjonariuszy pełniących służbę w Biurze Rozpoznawania Zagrożeń KG PSP przedstawiała się następująco: 16 w 1999 r., 18 w 2004 r., 12 w 2006 r., 9 (!) w 2007 r., 10 w 2008 r., 12 w latach 2010-2015, 13 w 2016 r. W 2016 r. przypisano do biura 21 etatów, w tym trzy cywilne. W 2017 r. zapowiedziano wzmocnienie pionu o 100 etatów w skali całego kraju. Może się wydawać, że to niewiele, ale 100 etatów w służbie liczącej ich łącznie niespełna 700 to wzrost zatrudnienia o 14%. Z analiz problemu wynika, że aby pełnią nadzoru objąć wszystkie istotne budynki w kraju (nie zalicza się do nich indywidualnych gospodarstw rolnych), potrzeba w służbie powiatowej 900 etatów, tymczasem, jak to zapisano w budżecie zadaniowym, od 2012 r. zadowalamy się 49% nadzorem nad krajem.

Fachowość

Zanim powstała PSP, kontroli z zakresu ochrony przeciwpożarowej mógł dokonywać praktycznie każdy zawodowy strażak oraz wielu strażaków ochotników, zwłaszcza pełniących funkcje naczelników. Dużą wagę przywiązywano wówczas do akcji kontrolnych, prowadzonych samodzielnie lub wspólnie z innymi organami oraz do nakładania grzywien w drodze mandatu karnego. Dochodziło nawet do sytuacji przydzielania limitów ilościowych w zakresie mandatów. Oznacza to, że nie ochrona przeciwpożarowa, ale nakładanie kar było celem samym w sobie, zresztą w poufnych materiałach statystycznych odnośny, rozbudowany rozdział nosił wielce wymowną nazwę „represyjność”. Wykonywano mnóstwo kontroli, mających jednak wymiar głównie statystyczny.

Czasy PSP to wyraźnie zwiększenie wymagań w zakresie wykształcenia oraz przeniesienie uwagi z represyjności na skuteczność, utożsamianą z fachowością. Wkrótce podoficerów bez matur przesunięto do wykonywania innych zadań, a kontrole mogli wykonywać tylko aspiranci i oficerowie. W 1998 r. wprowadzono wymóg posiadania wyższego wykształcenia w służbie kontrolno-rozpoznawczej, co w ówczesnych realiach oznaczało głównie oficerów inżynierów. Przy postępującej skokowo komplikacji zagadnień zapobiegania pożarom lepszy dobór kadr był koniecznością, więc przepis wydawał się słuszny, choć okazał się niezbyt szczęśliwy, gdyż przez napiętnowanie zraził do służby wielu wartościowych ludzi, a strażacka brać zyskała w nim prawny dowód kastowości prewencji. Jednocześnie do wykonywania komercyjnych, usługowych czynności z zakresu ochrony przeciwpożarowej dopuszczono osoby bez wykształcenia wyższego, kończące dwutygodniowe kursy inspektorów ochrony przeciwpożarowej.

Należy również wspomnieć o najistotniejszym czynniku ludzkim: osobach pełniących funkcje organów, czyli komendantach rejonowych (od 1999 r. powiatowych i miejskich), wojewódzkich i głównych PSP. Strażacy związani zawodowo i ideowo z zapobieganiem pożarom trafiali na te stanowiska rzadko bądź bardzo rzadko, co można usprawiedliwiać rachunkiem prawdopodobieństwa, lecz fakt, że PSP stoi na dwóch nogach (operacyjnej i prewencyjnej), czyni takie rachuby nonsensownymi. Oczywiście każdy z komendantów musiał zaakceptować okoliczność, że to on wykonuje nominalny, władczy nadzór nad przestrzeganiem przepisów przeciwpożarowych, więc bez odpowiedniej wiedzy nie poradzi sobie z kontrolą skargowo-sądową oraz z silną presją polityczną, ale służbowa czy zdroworozsądkowa konieczność to nie to samo, co utożsamienie się z powinnościami. O ile przez minione 25 lat na stanowiskach komendantów wojewódzkich PSP było kilku prewentystów, o tyle co najmniej od końca lat 70. XX w. ani jeden z komendantów głównych i ich zastępców nie wywodził się wprost z pionu kontrolno-rozpoznawczego, przy czym na ogół nie miał własnych doświadczeń prewencyjnych innych niż wynikające z pełnienia funkcji organu, a jeśli już, to epizodyczne, gdzieś z początku służby. W dodatku dosłownie żaden z nich nie mówił o sobie: jestem prewentystą, natomiast każdy wyraźnie utożsamiał się z działalnością operacyjną.

Wykres 1. Liczba ofiar śmiertelnych w pożarach na tle zatrudnienia w pionie kontrolno-rozpoznawczym poziomu powiatowego oraz zatrudnienia w pionie operacyjnym

Zadania, czyli zasada odwrotnego salami

Zwykle mówi się o zasadzie salami w odniesieniu do pozbawiania kogoś praw lub dóbr w sposób niezauważalny jednostkowo, bo po cienkim plasterku, czego ubytek jest widziany dopiero po dłuższym czasie. Ćwierć wieku istnienia PSP pozwala na odniesienie odwrotności tej zasady do pionu kontrolno-rozpoznawczego. Powód jest prosty – służba kontrolno-rozpoznawcza PSP była i jest na tle innych organów administracji państwowej zauważalnie skuteczna i niezależna od różnych uwarunkowań, więc zakres jej zadań systematycznie przyrasta. W dodatku wstąpiliśmy do UE, rosną standardy życia i ilość tworzyw sztucznych w naszym otoczeniu, żyjemy w coraz większej ciasnocie. Skutek jest taki, że o ile w czasach wczesnego PSP przeciętny prewentysta rejonowy był w stanie opanować przepisy na poziomie dobrym, o tyle obecnie nawet dobry powiatowy może się pogubić: zarówno zagadnienia merytoryczne, jak i formalnoprawne uległy nie dość, że rozszerzeniu, to również znacznej komplikacji. Opisane zagadnienia w części ilustruje tabela 4.

Należy też mieć na względzie, że w miarę upływu lat ewoluował i sposób prowadzenia czynności kontrolno-rozpoznawczych, i przedmiot kontroli. Strażak w 1993 r., mimo niemal identycznych statystyk w zakresie struktury nieprawidłowości, miał do zbadania mniej parametrów i badał je płycej, niż czyni to w roku 2017, choć teraz kontroluje mniej obiektów (patrz tabela 1). Dwuzdaniowe uzasadnienia decyzji administracyjnych były wówczas akceptowalne sądowo, a obecnie nie są nawet dwustronicowe. W 1990 r. w niektórych wojewódzkich miastach (było ich wówczas 49) nie istniało ani jedno stałe urządzenie gaśnicze, występowały pojedyncze systemy sygnalizacji pożaru na rejon, wentylację pożarową w budynkach użyteczności publicznej traktowano jako ostateczność. Ba, nawet drzwi przeciwpożarowych w klasie odporności ogniowej nie widywano za wiele. Co było? Fatalne skutki kryzysu gospodarczego i odwrócenia się straży od zapobiegania (mimo masowych kontroli statystycznych): niesprawne suche piony w budynkach wielorodzinnych w wielkich miastach oraz nieszczelne zbiorniki przeciwpożarowe z lat 60. zamiast hydrantów na obszarach wiejskich, ustawiczne boje z palnymi boazeriami, dywanikami i bieżnikami na korytarzach wszelkich budynków, kontrole bezpieczników, zawodnych gaśnic na pianę chemiczną i plakatowych instrukcji postępowania na wypadek pożaru w nieistniejącej dziś drobnicy przemysłowo-usługowej oraz masa niepraktykowanych obecnie kontroli w rolnictwie indywidualnym. Ćwierć wieku temu budynek mieszkalny był mieszkalnym, biurowy – biurowym, a handlowy czy usługowy – takim właśnie, przy czym w budynku użyteczności publicznej kondygnację zamykaną zwykłymi drzwiami traktowano jako strefę pożarową. Obecnie wszystkie cztery wymienione funkcje miewamy w jednym budynku, połączonym w dodatku z funkcją piątą: garażem podziemnym, a łączy je oddymiana i wydzielona pożarowo klatka schodowa. W takim budynku występuje więcej rodzajów urządzeń przeciwpożarowych niż w całym mieście powiatowym z lat 90. Co nie oznacza, że wtedy nie było co robić.

Walczono z plagą nielegalnych rozlewni gazu, zdarzeń niebezpiecznych z napełnianiem butli gazowych na stacjach paliw, jednowyjściowymi dyskotekami z napełnieniem ponad 1000 osób, bezpańskimi truciznami w upadłych zakładach przemysłowych, wyschniętymi hydrantami w miastach. Zapoczątkowano monitoring pożarowy z napotkaniem na totalny opór zobowiązanych. To były problemy, których twórcy PSP i KSRG nie przewidywali, a których rozwiązywanie wymogła na nich rzeczywistość.

W następnej dekadzie zaszły zmiany w przepisach techniczno-budowlanych dotyczących budynków (2002): sposób podziału na strefy pożarowe, długość dróg ewakuacyjnych, wewnętrzne zaopatrzenia w wodę, wzrosła rola urządzeń przeciwpożarowych. W połączeniu z wprowadzeniem definicji zagrożenia życia ludzi (2003) dało to efekt w postaci rażącego niespełniania przepisów przez znaczną liczbę budynków istniejących, zwłaszcza wysokich budynków mieszkalnych, oraz otwarcia tych budynków na działania władcze PSP.

W całkiem nowej sytuacji prawnej i merytorycznej zarówno ustalenia z kontroli, jak i decyzje administracyjne organów PSP znacząco zyskały na wadze, a w ślad za tym poważniejszymi stały się zarzuty w odwołaniach i skargach do sądów administracyjnych. W osłabionych kadrowo wydziałach kontrolno-rozpoznawczych komend wojewódzkich PSP co prawda odszedł obowiązek uzgadniania 5000 rocznie dokumentacji projektowych – tym zajęli się rzeczoznawcy ds. ochrony przeciwpożarowej – ale przyszedł nieporównanie bardziej pracochłonny obowiązek uzgadniania (obecnie ponad 5000) ekspertyz technicznych, gdyż wyjąwszy czynności analityczne dokumentacji, uzgodnienie projektu polegało na przyłożeniu pieczęci, a uzgodnienie ekspertyzy polega na napisaniu postanowienia z wszelkimi administracyjnymi szykanami.

W tym samym czasie PSP objęła nadzór władczy nad wykraczającym dalece poza zagadnienie pożarów zagadnieniem poważnych awarii przemysłowych, w ślad za czym miało iść wzbogacenie PSP o 100 osób do pracy w prewencji – nie poszło. Wdrażano zatem dyrektywę SEVESO II, opierając się nie tylko na już posiadanych siłach w osłabionej strukturze, ale też i bardzo skromnych środkach – z nadal odręcznym wypisywaniem protokołów, bez woli (przydziału pieniędzy), by to skutecznie zmienić.

W połowie pierwszej dekady XXI w. to osłabiona kadrowo prewencja ponosiła najpoważniejsze w ochronie przeciwpożarowej skutki wstąpienia Polski do Unii Europejskiej: mętne regulacje unijne w zakresie ochrony przeciwpożarowej, dotychczas rozsądnie dozowane tylko tam, gdzie to było niezbędne, wlały się szeroką falą, w atmosferze nieustającej do dziś gonitwy legislacyjnej – należało nadać temu sens i nadaje się do dziś. W ślad za regulacjami poszły abstrakcyjne normy europejskie z zakresu ochrony przeciwpożarowej, przy czym na naszym gruncie wiele z nich ma tylko polskie okładki, treść zaś angielską – wypada je znać. Okazało się przy tym, jak poważną moc sprawczą ma prawo stanowione: gdy pod koniec I dekady XXI w. w ustawie Prawo pracy wprowadzono z rozpędu i z powodu nieprecyzyjnego tłumaczenia wcale niekonieczny obowiązek (zmieniono go wkrótce) zatrudniania na stałe inspektorów ochrony przeciwpożarowej, nawet drobnych przedsiębiorców było na to stać.

Ostatnim obowiązkiem narzuconym strażakom jest pozbawione racjonalnych podstaw zadanie liczenia gazów cieplarnianych w urządzeniach gaśniczych i w gaśnicach. I za tym zadaniem miały iść etaty – nie poszły.

Tabela nr 4. Zestawienie zadań pionu kontrolno-rozpoznawczego wraz z rocznymi datami granicznymi ich obowiązywania (wybór)

Skuteczność

Żeby należycie ocenić wkład pionu kontrolno-rozpoznawczego PSP w bezpieczeństwo kraju, należałoby dysponować odpowiednim obszarem odniesienia do obserwacji i wyciągania wniosków, np. milionowym miastem z intensywną, ciasną zabudową mieszkalną, wymieszaną z przemysłową, na którym nie obowiązywałyby przepisy przeciwpożarowe. Na szczęście takiego obszaru nie posiadamy, gdyż po pierwszym pożarze wyparowałby w całości od burzy ogniowej, łącznie ze znaczną częścią mieszkańców i ratujących ich strażaków. Dysponujemy za to pojedynczymi przykładami zdarzeń, w których zabrakło tychże przepisów lub woli władz, by dopilnować ich stosowania, choć teoretycznie obowiązywały.

1980 – Polska, pożar szpitala psychiatrycznego w Górnej Grupie, gdzie zapewnienie bezpieczeństwa pożarowego uznano za zbędne. Zginęły 53 osoby, a 26 zostało ciężko poparzonych (władze napisały, że uratowano 266 z 319); okoliczności pożaru stały się kanwą piosenki „A my nie chcemy uciekać stąd” J. Kaczmarskiego, będącej czymś więcej niż niezwykle trafnym oddaniem wstrząsających realiów zdarzenia.

1988 – Portugalia, Lizbona, ostatni pożar dzielnicy mieszkalnej stolicy europejskiego państwa, który rozprzestrzeniał się w sposób klasyczny dla miast – poprzez dachy o palnej konstrukcji, promieniowanie otworami okiennymi oraz ognie lotne. Podziału na strefy pożarowe nie było, gdyż tamtejsze prawo w zakresie bezpieczeństwa nie działało wstecz w odniesieniu do obiektów zabytkowych (lub zwyczajnie: starych), więc kompletnemu zniszczeniu uległo 18 budynków, a 40 było znacznie uszkodzonych. Zginęły dwie osoby, 73 zostały ranne, w tym 60 strażaków.

1994 – Polska, Gdańsk, pożar w czasie koncertu zorganizowanego z ominięciem przepisów przeciwpożarowych, w asyście straży zakładowej, będącej mentalnym produktem hierarchii zadań – tylko od gaszenia, a więc ślepej na stos palnych śmieci pod widownią i stworzony przez organizatorów tor przeszkód na jedynej drodze ewakuacyjnej. Wskutek zatrucia i stratowania poniosło śmierć 7 osób, około 300 (w wieku 13-20 lat) zostało rannych na tyle, by potrzebować pomocy medycznej lub hospitalizacji.

2009 – Polska, Kamień Pomorski, pożar w budynku socjalnym. Jako że obiekt funkcjonował w charakterze niskiego budynku mieszkalnego (zaledwie dwie kondygnacje), a nie hotelu, nie był poddany priorytetowej kontroli PSP. Bilans pożaru to 23 ofiary śmiertelne i 21 rannych – za sprawą palnej konstrukcji obiektu, skrajnej nieodpowiedzialności części mieszkańców, wad instalacji elektrycznych oraz przeszkód na korytarzach i trwałego zamknięcia jednej z dróg ewakuacyjnych.

2014 – Brazylia, Santa Maria, pożar w dyskotece, gdzie nie zadziałał ani jeden przepis prewencyjny, choć możliwości prowadzenia akcji (zaopatrzenie w wodę i dojazd) jako tako zapewniono, co na ograniczenie klęski żadnego wpływu nie miało. Organizatorzy w celach ozdobno-akustycznych wyłożyli sufity sali tanecznej perforowaną gąbką, drogi ewakuacyjne zablokowali, przy czym dla spotęgowania efektu „artyści” urządzili pokaz sztucznych ogni. Bilans: 242 młodych ludzi poniosło śmierć w wyniku zatrucia produktami spalania i zatratowania, 116 zostało rannych.

Co rok zdarza się w Polsce kilka tysięcy pożarów w budynkach użyteczności publicznej i zamieszkania zbiorowego, które są lokalizowane niemal w zarodku bądź ograniczają się do jednego pomieszczenia. To nie łut szczęścia, że jest ich tak mało i mają tak ograniczone skutki. To efekt codziennej, niewdzięcznej pracy 700 osób zatrudnionych w pionie kontrolno-rozpoznawczym PSP. Bez nich tych zdarzeń byłoby więcej, często ze skutkami podobnymi do wyżej opisanych. To właśnie jest właściwa miara skuteczności naszej służby – całkowity brak ofiar śmiertelnych w budynkach poddawanych kontrolom. Ludzie giną w pożarach tam, gdzie prawo zabrania nam wchodzić: w mieszkaniach.

Źródło tekstu i fotografii: P. Rochala „Od prowizorki do fachowośći”, Przegląd Pożarniczy 5/2017.