Print Friendly

Powyższy szkic przedstawia jedną z pierwszych czujek dymu. (UWAGA! Wpis nie jest przeznaczony dla osób bardzo wrażliwych)
 

A oto, jak działała owa czujka:
 
W klatce był ptaszek. Klatka nie miała płaskiej, równej podłogi, tylko spadzisty odwrócony stożek – tak, aby ptaszek nie mógł tam stać. W przypadku pożaru w pomieszczeniu, ptaszek zatruwał się czadem i – mówiąc wprost – zdychał. Po czym spadał, nakierowany przez ten stożkowy spadek, na „dźwignię”, która pod ciężarem ptaszka stykała dwa końce obwodu elektrycznego. Obwód ten był obwodem sygnalizatorów dźwiękowych, powiadamiających i ostrzegających przed pożarem.
 
Autor patentu wziął pod uwagę, że ptaszek z czasem padnie naturalnie, bez pożaru, i w ten sposób uruchomi fałszywy alarm. Wiecie, jak to rozwiązał?
 
Tak:
 
Umieścił w klatce dwa ptaszki, a dźwignię obliczył tak, że ciężar jednego ptaszka nie zamykał obwodu. Musiały paść dwa.
 
Poniżej rysunek tego projektu, pochodzący prawdopodobnie z wspomnianego patentu.
 
 
 

Ku uciesze obrońców praw zwierząt, od dawien dawna nie stosuje się tego rodzaju detektorów zjawisk pożarowych.