Print Friendly

Tytuł wpisu mówi sam za siebie – oto moje subiektywne zestawienie najciekawszych, znalezionych w internecie, reakcji ludzi na alarm pożarowy. Lista ta nie wyczerpuje wszystkich możliwości i zakładam, że w przyszłości może być aktualizowana. Niestety, przeważają zachowania, których nie należy pochwalać ani naśladować. Podkreślam, że niniejszy post traktuje o zachowaniach – nie o konkretnych osobach.

Przesadziłam. Nie ma tu opisu dziesięciu sytuacji, jest mniej. Ale może dopiszecie inne, których byliście świadkami, lub o których opowiadali Wam znajomi? Mile widziane postawy godne pochwały i szacunku, choć zdaję sobie sprawę, że te są.. jakby to powiedzieć… może mniej atrakcyjne medialnie?

10.  Alarm pożarowy w Centrum Handlowym Złote Tarasy w Warszawie

Piątek, popołudniowa pora, ok 15:00 – godziny szczytu. Siedzimy sobie w McDonald’s, popijamy ciepłą kawkę wkoło pełno dzieci i młodzieży w zorganizowanych,  i niezorganizowanych grupach, oraz kilkanaście przypadkowych ludzi jak my. Panuje tłok, brakuje miejsc siedzących, ledwo można przejść z miejsca w miejsce. Kolejka do kas samoobsługowych wije się niczym wąż, pracownicy ocierają pot z czoła. Na twarzach widać grymas znudzenia i zmęczenia.

W pewnym momencie uruchamia się alarm. Pierwszą myślą jest to, że w którymś sklepie włączyła się bramka wyłapująca klientów wychodzących bez uiszczenia opłaty za produkt. Wycie jednak nie ustaje, dochodzi z niedaleka, i nie brzmi jednak jak bramka.

 

Rozglądamy się by zorientować się w sytuacji, widzimy pulsujące czerwone światło i opadającą przegrodę przeciwpożarową. Myślimy, gdzieś się pali. Szybki rzut oka na drogi ewakuacyjne… są. Przygotowujemy się do wyjścia, wstajemy z miejsc, ale zaraz, zaraz, coś tu nie gra. Nikt nie zwraca uwagi na alarm, nikt się nie rusza – ani klienci, ani pracownicy. Wychodzić już teraz, czy czekać ja jakieś polecenia? Będzie jakiś komunikat z głośników, czy może obsługa restauracji zareaguje? Cokolwiek, choćby informacja, że to fałszywy alarm. Nic. Co ze szkoleniami, ćwiczeniami edukacją najmłodszych? Jak mają się zachować gdy w przyszłości usłyszą alarm?

Podchodzimy do obsługi, pytamy co się dzieje. W odpowiedzi słyszymy:

U nas się nie pali. Jeśli chcecie uzyskać Państwo więcej informacji proszę zapytać ochrony. Jeśli życzą sobie Państwo opuścić lokal, to po lewej stronie jest wyście ewakuacyjne.

Sprawdzamy jak wygląda to wyjście ewakuacyjne, otwieramy drzwi i widzimy, że nie widzimy gdzie uciekać. Oznaczenia drogi ewakuacyjnej umieszczone są na jednej ze ścian bocznych, natomiast kierunek ewakuacji powinien być widoczny tuż po otwarciu drzwi, czyli na wprost nas.

Drugie podejście do obsługi i pytanie o procedury postępowania w takich sytuacjach, czy jakieś istnieją, i stwierdzenie pracownika:

Przy nadmiernej ilości osób włączają się czujki (dymowe?), i uruchamia się alarm.

W końcu pojawia się ktoś z ochrony próbując ręcznie podnieść przegrodę. Niestety pociąganie za łańcuch w pierwszych chwilach nie daje efektu. Dopiero po chwili, gdy sygnał ustaje, udaje się udrożnić przejście.

Źródło: http://sasni.eu/archives/763-alarm-pozarowy-w-zlotych-tarasach.html

 9. Reakcja piosenkarki Taylor Swift na alarm przeciwpożarowy, który miał miejsce przed jej koncertem w Houston

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=BdGpr5Z2rio

Jedna z podstawowych zasad ewakuacji mówi: „In case of fire exit building before tweeting about it” (W razie pożaru opuść budynek zanim opublikujesz tweety o tym).

8. Alarm pożarowy w szpitalu, opisany przez świadka w liście do redakcji jednego z portali

Lipiec, jeden z największych warszawskich szpitali. Siedzę na korytarzu i czekam na umówioną wizytę; obok mnie na piętrze jest przynajmniej kilkunastu rodziców z małymi dziećmi. Nagle zaczyna wyć alarm. Głośno, w budynku słychać go bardzo dobrze. Pożar, ewakuacja? Nie wiemy, co się dzieje. Co w tej sytuacji robią rodzice? Gdyby ktoś opowiedział mi taką historię, pewnie spodziewałabym się, że dalej usłyszę słowa: wszyscy w panice ruszyli do drzwi. Ale nic z tego…

Ludzie powoli się rozglądają, patrzą na siebie nawzajem. Nikt nawet nie rusza się z miejsca. Siedząca obok mnie matka noworodka pyta: „Co robimy?”. Inni też zaczynają wypytywać się nawzajem o co może chodzić. W głosach słychać coraz większe zaniepokojenie, robi się coraz bardziej nerwowo, ale nikt nie kieruje się do wyjścia. Jakieś dziecko płacze, ale trudno ocenić, czy to z powodu głośnego dźwięku, czy zamieszania.

Moja pierwsza myśl: pewnie alarm włączył się przez przypadek (w końcu w budynku od miesięcy trwa remont). Ale gdy dźwięk nie milknie przez kilkanaście sekund, w głowie pojawia się myśl, że coś może być nie tak. Jestem pierwszą osobą, która po chwili wstaje i mówi: – Może powinniśmy powoli się ewakuować?. Mimo to nadal nikt nadal się nie rusza, a z żadnego pokoju nie wychodzi nikt z pracowników. W jednym są uchylone drzwi, w środku siedzą dwie czy trzy panie. Zaglądam i pytam, co robić? Może alarm ma związek z remontem? – My nie wiemy – słyszę w odpowiedzi. Ludzie są zdezorientowani. Biorę sprawy w swoje ręce.

Ludzie na korytarzu są coraz bardziej zdezorientowani, nadal nikt się nie rusza, więc postanawiam wziąć sprawy w swoje ręce. Siedzimy w końcu na trzecim piętrze, a nie wiemy, czy na dole np. coś się nie pali. W momencie, gdy „zarządzam” ewakuację, pojawia się pani pracująca (chyba) w placówce i rzeczywiście mówi, że mamy spokojnie kierować się do wyjścia.

Ruszamy na klatkę schodową, część osób czeka na windę. Winda w trakcie ewakuacji to nie jest dobry pomysł, może przecież się zablokować – na tego typu uwagi z mojej strony i ze strony jeszcze jednego pana stojącego przed windą ludzie jednak nie reagują. Schodzę schodami razem z innymi; trwają dyskusje, o co może chodzić… ale mniej-więcej na wysokości pierwszego piętra część osób zaczyna zawracać. Dlaczego? Bo alarm przestał wyć. Znów jesteśmy zdezorientowani – tamta pani znikła i nie wiemy, czy brak sygnału oznacza, że zagrożenie minęło, czy trzeba jednak się ewakuować. „Nie da się przygotować na zamach. Ale zasady…”

Ja i jeszcze kilka osób wybieramy to drugie rozwiązanie, choćby po to, by w recepcji zapytać, co takiego się dzieje. Tymczasem na parterze dowiadujemy się od pracownic szpitala, że… panie nie wiedzą nawet, skąd ten alarm, co on oznacza i co robić. Po prostu, jak gdyby nigdy nic, przyjmują kolejne osoby w kolejce.

Ktoś mówi, że dzwoni na policję, bo tu niczego się nie można dowiedzieć, ktoś wychodzi przed budynek, mówiąc, że tak będzie jednak bezpieczniej. 90 procent osób po prostu wraca na górę. Nawet personel pracuje tak, jakby nic się nie stało – nawet po pytaniach z naszej strony nie reaguje i nie sprawdza, czy może jednak jest jakieś zagrożenie.

Być może to była awaria systemu, może ktoś zrobił sobie głupi żart. Nie wiem. Ale gdyby to był prawdziwy pożar? Albo jakiś atak? Aż strach pomyśleć, że zwykli ludzie, a przede wszystkim ci, którzy powinni być na takie sytuacje przygotowani, zupełnie nie wiedzieli, co robić, albo po prostu nie zareagowali (nie wiem, co gorsze). Wiadomo, że nie da się całkiem przygotować na sytuacje takie jak zamach w Nicei czy Bawarii, ale jeśli nie znamy podstawowych zasad w przypadku pożaru, to na pewno nie pomoże to ani w takiej sytuacji, ani w jeszcze gorszych.

Źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,153084,20599254,wyje-alarm-nikt-sie-nie-rusza-rodzice-i-personel-nie-reaguja.html

 7. Przerwane obrady Sejmowej Komisji 28 października 2016

Podczas posiedzenia komisji sprawiedliwości w Sejmie włączył się alarm przeciwpożarowy. Z informacji jakie mogli usłyszeć posłowie wynikało, że w ich części budynku pojawił się ogień, i zostali poproszeni o udanie się do najbliższego wyjścia ewakuacyjnego.

Nie skorzystali z tego zaproszenia.

Źródło: http://www.tvn24.pl/wideo/z-anteny/uwaga-uwaga-zostal-wykryty-pozar-gorace-posiedzenie-komisji-sprawiedliwosci,1569002.html?playlist_id=20430

6. Przemówienie po zaprzysiężeniu pani wybranej na wójta jednej z gmin w Zachodniopomorskiem, kontynuowane pomimo wystąpienia alarmu pożarowego

Wiadomo, po wygranych wyborach i złożonej przysiędze chce się powiedzieć kilka słów podziękowań. Wjeżdża tort z fajerwerkami, chwilo, trwaj! Zaczyna się przemowa… I w tym ważnym momencie podnosi się alarm pożarowy… 

Zapewne przyjęto, że to właśnie fajerwerki z tortu spowodowały alarm. Może nawet tak było. A jeśli na skutek zbiegu okoliczności w tym samym czasie rozwijałby się prawdziwy pożar?

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=OZPdwu0SDe8

5. Próbny alarm w przedszkolu

Wiem, próbny. Ale musiałam – na osłodę. Jako matka.

W trosce o bezpieczeństwo wszystkich przedszkolaków w naszym przedszkolu w dniu 20 października został przeprowadzony próbny alarm przeciwpożarowy. Dzieci usłyszały  sygnał, po którym niezwłocznie przystąpiono do ewakuacji. Zgodnie z planem ewakuacji przedszkolaki zostawiły wszystko w salach, a nauczyciele zabrali ze sobą tylko dzienniki. Głównym celem ćwiczeń było sprawdzenie stopnia opanowania umiejętności zachowania się w sytuacji zagrożenia pożarem przez dzieci i pracowników przedszkola oraz zasadami postępowania na wypadek pożaru, poruszania się w budynku zgodnie z drogami ewakuacji i przejścia na wyznaczony teren zbiórki.

Cieszymy się, że akcja ewakuacji przebiegła bardzo sprawnie, ale jednocześnie mamy nadzieję, że umiejętność szybkiego opuszczania zagrożonego budynku nigdy nam się nie przyda.

Źródło: http://www.nekla.eu/aktualnosc-2389-Probny_Alarm_przeciwpozarowy_w_Przedszkolu.html